Auto w Łodzi / 2017
Serwis o łodzkim rynku motoryzacyjnym

Kradzież auta dla okupu – a sprawność policji

Dziś dalece archiwalny i obszerny materiał spisany przed laty przez jedną z osób poszkodowanych procederem okupu. Uznałem, że warto go odświeżyć ilustrując jak w świecie odległym od filmowych wyobrażeń wygląda, praca policji na rzecz przeciętnego obywatela. Materiał nadal porusza żywy wątek, gdyż pod względem sprawności pracy służb operacyjnych nie wiele się zmieniło. Cierpliwym polecam mój komentarz pod tekstem, który w skrócie omawia odpowiedź społeczną na tego typu zjawiska.


5051 okup Kradzież auta dla okupu   a sprawność policji

 

(Pełny tekst bez redagowania)
” – Text ze strony Flashera o kradziezy samochodu i olewaniu sprawy przez policje sklonil mnie do napisania o podobnej przygodzie ktora przytrafila mi sie pod koniec listopada w Gdansku. Miejsce kradziezy osiedle Zabianka, komisariat prowadzacy sprawe Gdansk-Przymoze. Wyszlo to wszystko troche dlugie ale nie dalo sie tego inaczej opisac. Troche czasu minelo od kiedy ten temat byl poruszany, ale padl mi modem i dopiero teraz moge to wyslac.

 

Jak wspomnialem tez mialem przypadek, ze rabneli mi Busa z 85r (wieczorem bylem u znajomych, nie mial zabezpieczen bo myslalem ze takiego rzecha nie wezma, jedyne co zrobilem to wyjelem przewod pradowy z cewki do aparatu zaplonowego). Nie wiem kiedy go wzieli, ale juz po godzinie jak go postawilem byl telefon na komorke (znalezli wizytowke w schowku) ze sa w posiadaniu mojego auta i jak chce go odzyskac to ani slowa na policje bo go rozbiora i spala. Myslalem ze sobie ktos jaja robi. Wyskakuje przed dom a tam pusto. Za chwile drugi telefon. Znowu jak powiadomie policje to oni sie dowiedza i woz zniknie i ze za oddanie chca 3 tys. zl. (1/3 wartosci, tyle ze na pace bylo jeszcze towaru za 3-4 tys.). Kazali przygotowac pieniadze na drugi dzien na 14:00). Pomyslalem sobie ze nie dam sie zastraszyc, wspolnie z policja dorwiemy gnoji. Wracam do domu powiadomic zone i dzwonie na najblizszy komisariat. Ktos odebral i probowal mnie przekonac ze to glupi kawal kolegow, nie docieralo do niego ze auto wyparowalo z przed domu, a w koncu stwierdzil ze to nie ich rejon bo niewazne gdzie ja mieszkam tylko gdzie sie to stalo. Dzwonie na komisariat rejonu (dwie dzielnice dalej), tam podobna glupia rozmowa z dyzornym, na koniec kaze przyjsc rano o 8:00. Pelen ufnosci i nadzieji udaje sie na komisariat. Tam przyjmuja zgloszenie kradziezy na formulazu i czekam 1.5 godz. az zjawi sie ktos kto przyjmie zeznania. Miedzy czasie kilku gliniarzy z ciekawosci sie zapytuje mnie co i jak skradziona, gdy slysza ze stary samochod doradzaja by machnac na to reka, jak nie dostana pieniedzy to go gzies porzuca (nie chce im sie robic wiec proboja czlowieka zmyc, nie rozumieja ze dla kogos 12-13 tys. to wszystko czego sie na razie dorobil).

 

reklama belka Kradzież auta dla okupu   a sprawność policji

 

 

W koncu ok 9:30 przychodzi do pracy gosciu ktory ma sie tym zajac (zmiana zaczyna sie o 8:00, ale co mu tam jest sobota trzeba sie wyspac). Spisuje moje zeznania (ok. 1 godziny). Mowi ze dobrze zrobilem ze przyszedlem do nich bo jest duza szansa ze ich zlapia, jak bym probowal dzialac sam to byla by duza szansa ze auta bym nie odzyskal, a i pieniadze bym stracil bo by przyszlo ich kilku, oberwal bym i tyle ich widzial, albo kazali by je gdzies zostawic i nigdy wiecej sie nie odezwali. Potem zaczal szukac operacyjnych ktorzy by sie tym zajeli. Wchodzil do roznych pokoi, ja czekalem na korytarzu ale slyszalem o czym mowili, kazdy sie migal ze nie sa na to przygotowani ze nie bede ryzykowac bo i tak nie zlapia itp., kaza zadzwonic do jakis specjalistow z komendy wojewodzkiej. Gosciu dzwoni, dogaduje sie z nimi a mi karze jechac do domu. Po godzince telefon z komisariatu. Jakis wyzszy stopniem policjant z brygady specjalnej czy cos takiego, mowi ze przyjechali wlasnie na komisariat z komendy, wyjasnia mi zebym sie nic nie bal, bedzie ok. (wrazenie jak bym rozmawial z komandosem), ze mam udawac przestraszonego, ze sie ich boje by byli pewni siebie, podeje mi specjalny numer do siebie pod ktory mam zadzwonic jak sie odezwa, mowi ze ma tylko dwoch ludzi bo sobota, moze byc troche ciezko z obstawieniem terenu i ujeciem sprawcow, a mundorowych nie chce w to mieszac bo napewno to spiepsza, wiec mam postarac sie przelozyc wszystko na poniedzialek bo dzis koniec miesiaca, ludzie przed wyplata i nie ma skad pozyczyc pieniedzy, a bank zamkniety, ale jak sie nie da przelozyc to do akcji sa przygotowani. Facet dzwonil do mnie co pol godziny spytac sie czy wszystko wporzadku (prawdziwa troska). O 14:00 dzwonil ze koncza zmiane ale zostana jeszcze ze dwie godziny az zlodzieje sie odezwa. O 14:45 telefon czy mam pieniadze tlumacze sie jak kazali, ze mam tylko 1.5 tys. i roszte moge wziac w poniedzialek z banku, zgadzaja sie. Dzwonie na policje i odwoluje akcje.

 

Nie moge doczekac sie poniedzialku, Ludzie z brygady obstawia teren, dorwa palantow przy przekazaniu pieniedzy, a ja im jeszcze napluje w twarz i przypierdziele, niech wiedza ze niektorzys sie przed nimi nie ulekna. Zona namawia mnie by moze zamiast mnie z pieniedzmi poszedl jakis gliniarz, ale ja chce byc w centrum udanej akcji. W poniedzialek rano dzwonie na komisariat i zdziwienie, ludzi z brygady juz nie ma, sprawe przejeli miejscowi, sa jako tako przygotowani, ale musza miec najmniej godzine od telefony by zadzialac. Emocje troche opadly, ale jestem jeszcze dobrej mysli. Ok. 13:00 telefon od zlodzieja czy mam pieniadze, (zaczelem udawac zdwnerwowanego by nic nie podejzewal o policji, nawet niezle mi wyszlo), mowie ze mam, on ze za pare minut zadzwoni jak je przekazac. Telefon na policje z komorki by nie blokowac linii, pod specjalnym numerem siedzi ktos kto o tym nie ma zielonego pojecia, kilka razy jestem przelanczany z numeru na numer, w koncu trafiam na kogos kto cos wie, myslalem ze przyjada do mnie do domu by od razu dzialac a tu zmarcha, niech pan sie umowi najwczesniej za godzine bysmy mieli czas, a najlepiej konkretnie na jutro i po umuwieniu sie do nas zadzwoni. Dzwoni zlodziej, pyta sie o rozne ksywy ludzi z dzielnicy w ktorej skradziono samochod czy ktoregos znam by dac mu pieniadze a on wyprowadzi z garazu samochod, niestety nikogo nie znam, pyta sie kogo ja znam, wymienilem dwie osoby ze szkoly ktore kiedys obracaly sie w takim towarzystwie, ale on ich nie zna. W koncu mowi ze nie chce bezposredniego spotkania miedzy nami wiec znajdzie kogos kto sie podejmie posrednictwa i zadzwoni rano. Dzwonie na komisariat i mowie o tym, oni uszczesliwieni ze robota im odpadla.

 

Godzina 19:00 telefon, glos podobny do zlodzieja (pozniej po spokojnej analizie uswiadomilem sobie ze byl troche inny). „Czesc Mariusz, mam chlopaka ktory odbierze pieniadze, wlasnie jest pod twoja klatka i czeka piec minut, masz zejsc i je mu dac bo woz przepadnie. Szok, skad oni znaja moj adres. Dzwonie na komisariat z komorki, rozmowa ok 10 minut, wyjasniania o co chodzi, glupie pytania czy to napewno w sprawie okupu, miedzy czasie telefon od zlodzieja czemu nie zchodze, tlumacze sie ze sie boje itp. kaze mi zejsc. Za chwile znowu to samo, mowi ze chlopak przyjdzie pod moje drzwi a ja mam mu tylko dac pieniadze i oni za pol godziny powiedza gdzie jest samochod. Zona w tym czasie probuje dogadac sie z bezkutecznie z policja, w koncu mowi ze jej to groza, ma male dziecko a ktos sie dobija do drzwi i to nie jest sasiad jak sugeruja, laskawie wysylaja patrol cywilny bo wiecej ludzi nie maja. Byl moment ze mialem ich juz dosyc i chcialem dac ta forse by odzyskac samochod, dobrze ze tego nie zrobilem.

 

Dojazd zajal im przeszlo 20 minut (o tej godzinie ten odcinek mozna przejechac w 6-7 mim.) Miedzy czasie co chwile telefon. Raz mowilem ze zszedlem ale nikogo nie bylo, on ze chlopak poszedl, ale zadzwoni by sie wrocil. W koncu przychodza do nas policjanci w cywilu, kobieta i facet. Mijaja przy klatce chlopaka ktory nic nie podejrzewal. Znowu wyjasnienia co, jak, z czym. Kombinuja jak go zgarnac by miec do tego podstawy. Zadnej prowokacji im nie wolno, kazali mi wsadzic w koperte jakies papiery i jeden banknot ze spisanymi numerami, ze wzial pieniadze, ale o malym nominale by byla mala strata jak ucieknie i wreczajac je mam sie spytac czy przyszedl po pieniadze za skradziony samochod. Facet wychodzi by stanac kolo bloku, a po dwoch minutach ja z ta kobieta. Podchodzimy do chlopaka, pytam sie, on potwierdza i mowi ze jak im przywiezie pieniadze to zadzwonia. Kobieta go lapie, proboje sie wyrwac, podbiega facet i wali mu otwarta dlonia w twarz tak ze sie ledwo na nogach utrzymal, zuca go na pobliskie drzewo, poprawia lokciem w plecy (Nie popieram brutalnosci policji ale wtedy zalowalem ze oberwal tak malo), pyta sie o samochod, chlopak najpierw mowi ze nic nie wie, ale po kolejnym walnieciu mowi ze mial pieniadze dostarczyc do knajpy w Zaku. Zaklada mu kajdanki i pakuje do nieoznakowanego poleneza. Wsiadam razem z nimi i jedziemy na komisariat, mam jeszcze mala nadzieje ze moze cos z niego wydusza, ale ta nadzieja coraz bardziej sie wypalala. Zdaje sobie sprawe ze juz po samochodzie. Wzieli go na przesluchanie, nic ciekawego nie powiedzial, mial 15 lat wiec posiedzi do rana w areszcie i beda musieli go wyposcic, za mlody by mu cos zrobic. Ja prawie godzine skladalem zeznania o tym co sie stalo i po wszystkim pozwolili laskawie isc do domu. Pytam sie kto mnie odwiezie, grudzien, a ja w sweterku, bez pieniedzy i dokumentow. Oni nie maja wolnego samochodu, moze za godzine. Juz mi sie niechcialo debilom mowic co o nich wszystkich mysle i o robocie ktora robia, i tak by sobie z tego nic nie zrobili. Wezwalem taksowke i wrocilem, poczekal na pieniadze. W domu zona mowila ze wydzwaniali jeszcze ze 20 minut z pogruzkami, wyzwiskami i co sie dzieje, w koncu powiedzieli ze zawiadomilismy pewnie policje i samochod przepada.

 

Pogodzilismy sie z tym faktem. Ok 22:00 znowu telefon od zlodzieja ze znalazl kogos kto sie podejmie posrednictwa. Kolejny szok. Mowie ze przeciez byl juz ktos po pieniadze, nie chcialem mu dac bo umawialismy sie ze przekaze je w dzien na neutralnym terenie, wiec jak mi sie dobijal do drzwi to wezwalem policje i go zgarneli. Facet zdziwiony ze nic takiego nie przeprowadzal i ze nie jest chamem by komus do domu przychodzic, mowil ze czesto ktos sie o czyms takim dowiaduje i probuja wyludzic pieniadze podwojnie, jak bysmy mu dali to samochodu i tak nie odzyskali. Boi sie ze wmieszalismy w to policje i ze moze wpasc, przekonuje go ze policja wie tylko o tym ze ktos dobijal sie do domu o pieniadze. Proponuje ze mam wsiasc do taksowki, wziasc komorke i troche pojezdzic, a on przyprowadzi samochod w jakies ruchliwe miejsce, by bylo jako tako widno i duzo ludzi, w tedy zadzwoni do mnie i powie gdzie jest, ja podjade, zobacze ze jest caly i wowczas dam mu pieniadze i on zniknie, jest w stanie tyle zaryzykowac, majac nadzieje ze ja nie zakombinuje z policja. Poprosilem o 10 minut zastanowienia sie. Dzwonie na komisariat i mowie o tej propozycji ze on bedzie osobiscie z moim samochodem, wystarczy ze ktos bedzie jechal za taksowka, lub nawet pozycze od sasiada drugi telefon i podam im gdzie mam pojechac, juz lepszej okazji do zlapania chyba nie ma jest zlodziej, samochod i przekazanie okupu, a dyzurny policji mowi mi ze o tej godzinie jest to niemozliwe, poniewaz wszyscy poszli juz do domu i musze poczekac do rana. Szlak mnie trafil gdy to uslyszalem. Gdy zadzwonil zlodziej zaczelem sie tlumaczyc ze mam dosc nerwowych przygod na dzisiaj, dziecko mi caly czas placze i boje sie jechac w nocy, jak chce to w ciagu dnia, a jak nie to niech sobie ten samochod bieze, trudno. Zadzwonil jeszcze za godzine i mowi ze wie o wszystkim z policja i nie bedzie ryzkowac zlapaniem, ze musi miec na jutro pusty garaz dla innego samochodu wiec moj musi rozebrac, Ja mu ze trudno i to na tyle. Dzwonie rano na komisariat poinformowac ich ze maja problem zglowy, pytam sie czy chlopak cos powiedzial, gosciu mowi ze nic, siedzial sobie pol nocy i gwizdal, zaraz maja go wyposcic. Jezdzilem codziennie samochodem matki po okolicach gdzie go ukradli z nadzieja ze moze go gdzies pozuca, ale ani sladu, (tam jest pelno garazy na obrzezach osiedla, laki i kilka spalonych karoseri). Przypomnialo mi sie o kuplu ktorego brat kiedys zajmowal sie radiami i troche samochodami, pojechalem z nim pogadac, ale on mowi ze o tym nic nie slyszal, a zeby cos zdzialac to jest juz troche zapozno, ale sprobuje cos sie dowiedziec. Powiedzialem mu zeby rozglosil ze jak sie znajdzie samochod i najpierw go dostane to oni pieniadze napewno dostana. Za kilka dni mam telefon od zlodzieja czy mam jeszcze pieniadze bo mozemy dokonac wymiany, ze postapilem niewlasciwie powiadamiajac policje, ale juz jest ok. Ja mu na to ze dobra, ale najpierw musze miec samochod u siebie na parkingu, a potem dam mu kase, powiedzial ze nie ma sprawy, umowilismy sie na nastepny dzien. Ok 12:00 telefon czy mam przygotowana kase, i poinformowal mnie gdzie stoi samochod, oraz jakie kable przy stacyjce polaczyc by odpalil. Pojechalem, samochod stal, odpalilem, w drodze do domu zadzwonil jeszcze ze mam godzine by go zabezpieczyc lub gdzies odstawic i zadzwoni do domu. Caly czas jechaly za mna BMW i Mercedes, chcialem spisac numery ale nie moglem dojrzec bo nie mam tylnej szyby, a w bocznych lusterkach nie bylo widac. Tuz przed wiazdem na parking strzezony kolo domu samochody sie odczepily. Troche sie zastanawialem czy ich nie olac i zatrzymac pieniadze, ale zona zabardzo bala sie ze znajac nasz adres beda nas nachodzic, okradna itp., pozatym na 90% pomogly obietnice rozpowiadane przez kumpla ze gdy bedzie woz bedzie kasa, wiec nie chcialem go wkopywac.

 

Ok 13:30 zadzwonil ze przysle pod dom firmowa taksowke ktorej kierowca wreczy nam w duzej kopercie jakas ozdobe a ja mam mu dac koperte z pieniedzmi, tuz przed jej przyjazdem poda nam marke samochodu i numer boczny. Za dziesiec minut podal to i mowil by zejsc pod dom. Taksowka podjechala facet wygladajacy zwyczajnie spytal sie czy ja czekam na ozdobe, dal mi koperte ja jemu swoja i pojechal. po chwili mielismy jeszcze jeden telefon z podziekowaniami za pieniadze, poradzil mi zebym zjadl obiad zanim pojde zglosic na policje odzzyskanie samochodu bo to dlugo potrwa zyczyl wesolych swiat, dal gwarancje ze z nim juz wiecej do czynienia miec nie bede i sie pozegnal. Otworzylismy koperte a tam byl czubek na choinke, chyba jeden z najdrozszych na swiecie, za 3 tys. zl. Ok 15:00 pojechalem na komisariat zglosic odzyskanie samochodu, jecy byli zli ze ich o niczym nie poinformowalem, przeciez mogli zlapac zlodzieja, a tak to dalej bedzie wymuszal okupy za samochody itp., gdy im przypomnialem jak dzialali przez te kilka dni to sie uciszyli. Po godzinnym skladaniu zeznan, pol godziny czekalem na technika ktory pojedzie obejrzec samochod, zjawil sie, ale nie mial czym pojechac, by dluzej nie czekac zawiozlem go swoim, obszedl woz ze dwa razy na okolo obejrzal rozwalona stacyjke, zamki cos ponotowal i towszystko. Nie sciagal rzadnych odciskow palcow, a zapewne bylo ich pelno, nawet jak kiedys tego zlodzieja przymkna to majac odciski palcow mozna by mu udowodnic kradziesz mojego samochodu, a tak to zupelnie bezsesu. W drodze troche pogadalem z tym gliniarzem, starszy facet i powiedzial mi pare rzeczy tylko miedzy nami. Od pol roku maja u siebie w komisariacie specjalna komorke z 4 osobami ktore mialy zajmowac sie tego typu sprawami, jak dotad nie udalo im sie wykryc rzadnej spawy i przeprowadzic rzadnej udanej akcji, a maja tego troche na wlasnym terenie, a to dlatego ze maja dodatkowe dofinansowanie (tak to ujal), on ma tego dosc ale nie ma jak im tego udowodnic, po prostu nic im nie wychodzi, zasugerowal ze musza miec dobre plecy. Obowiazkiem policji bylo czekac caly czas w domu, lub jak by mi to nie odpowiadalo to w samochodzie przed domem, czekac na telefon i odrazu dzialac, a nie tak jak to oni zrobili. Powinienem zaskarzyc policje o nieudolnosc i nie dopelnienie swoich obowiazkow tylko ze nie mam dowodow, a dobry adwokat kosztowal by mni tyle co te pieniadze. Gdybym mial nagrane na tasmie wszystkie rozmowy z komisariatem i ich wymigania sie to sprawa w 100% byla by wygrana. Mowil tez ze czesto udaje sie dorwac takich zlodzieji jak sie powiadamia policje o okupie, tyle tylko ze w wiekszych komisariatach, gdzie jest wieksza rotacja ludzi i nie zdazaja wejsc w uklady z miejscowym elementem. Ciekawa i szczera wypowiedz funkcjonariusza policji, ze odwarzyl sie tak mowic.Po trzech tygodniach przyszlo z prokuratury postanowienie o umorzeniu sledztwa z powodu nie wykrycia sprawcow. Najlepszy byl fragment miejwiecej taki: „policjanci wykorzystali wszystkie mozliwe srodki w celu ustalenia sprawcow przestepstwa, zbadano miejsce zdarzenia, przesluchano okolicznych mieszkancow, przeszukano okolice, przeprowadzono wywiad wsrod miejscowego elementu” i cos tam jeszcze bylo, jak czytalem to myslalem ze pekne ze smiechu, oni nawet nie pofatygowali sie na miejsce by popatrzec, a co dopiero reszta, i na koncu „jesli w sprawie pojawia sie jakies dodatkowe okolicznisci sledztwo zostanie wznowione”, jakie okolicznosci moga sie pojawic, jesli nie wzieli odciskow palcow z samochodu, mysla ze zlodziej sam sie przyzna jakie samochody komu ukradl, paranoja. Do tej pory wiezylem i ufalem policji. Wydawalo mi sie ze panujaca u nas przemoc wine ponosi system sadowniczy, a nieskutecznosc policji wynika z jej nie dofinansowania. Po tym zdarzeniu zmienilem zdanie, im poprosu nie chcesie nic robic bo i tak dostana wyplate, wiec po co sie wysilac. Nic nie zmieni, kupno kazdemu komputera zamiast archaicznej maszyny do pisania (beda na nich grac), zastapienie wszystkich zdychajacych polonezow lepszymi samochodami( beda je dobijac lapiac kierowcow za predkosc, lub wozac pijaczkow i bezdomnych na wytrzezwialke), lub zatrudnienie wiecej policjantow (wiecej darmozjadow za nasze pieniadze). Trzeba od nich jek najdalej i sprawy zalatwiac samemu na wlasna reke, jesli cos nie wyjdzie to bedziemy pewni ze zrobilismy wszystko co trzeba bylo zrobic, a nie dlatego ze ktos to olal bo mu sie niechcialo popracowac.

 

Nie spodziewalem sie ze ta moja historia tak Was zszokuje. Myslalem ze takie podejscie policji do sprawy jest raczej powszechne i moj przypadek nikogo specjalnie nie zdziwi, chcialem tylko nieco dokladniej opisac srawe tym co jeszcze nie mieli z takimi rzeczami do czynienia. Moze mialem wielkiego pecha trafiajac na debilnych policjantow i normalnie wyglada to troche lepiej, wiem ze sa komisariaty ktore tego typu sprawy przeprowadzaja ze znacznie wieksza skutecznoscia. Sugerowaliscie mi by ta historie przedstawic jakiejs komorce dyscyplinarnej policji lub lokalnej prasie. Zaraz po zdarzeniu tez o tym myslalem, ale zwatpilem w sens tego przedsiewziecia. Bez dowodow walczyc ciezko, narobie szumu wokol siebie, a i tak nic nie wskoram. Pozatym moja zona jest pracownikiem cywilnym jednaego z gdanskich wydzialow policji ( po tym wszystkim wstyd przyznawac sie do tego i pracowac, ale na szczescie jej wydzial nie ma z tymi sprawami nic wspolnego, choc moze lepiej by mial to moze udalo by sie jakos wplynac na to by lepiej sie do tego zabrali), w czasie zdarzenia przebywala na urlopie wychowawczym, niedawno wrocila do pracy i niechcial bym by ktos jej nie przedluzyl umowy o prace gdy wyjdzie najaw ze to od niej jest zamieszanie w prasie (w mysl zasady ze we wlasne gniazdo sie nie sra), nigdy nic z nimi nie wiadomo. Zreszta rozmawiala o tej sprawie ze swoimi przelozonymi (juz po zdarzeniu), byli rownie zdziwieni a czasem i zszokowani postepowaniem swoich kolegow, ale sugerowali by lepiej dla swojego dobra nie rozgrzebywac tego. Miedzy innymi z tych powodow zdecydowalem sie opisac to zdarzenie na grupie tak pozno, by troche swoje odczekalo. Po waszych listach znowu troche zaczelo mnie korcic by przejsc sie do jakiejs gazety, ale chyba sprawa nie warta zachodu.

 

By uniknac podobnych przygod najlepiej wykupic AC, a jesli na nie nie stac to porzadnie zabezpieczac samochod, nawet kilka niezaleznych wyl. zaplonu, alarmow i blokad, a w miare mozliwosci stawiac na parkingach strzezonych, moze to troche utrudni prace zlodzieja (ja nie mialem zadnych zabezpieczen) Ale jesli na nieszczescie komus przytrafi sie taka sytuacja ze bedzie zmuszony odzyskiwac samochod za okup to mam dwie rady:
1. Sprobowac wymusic na zlodziejach ze zaplacicie pod warunkiem ze najpierw znajdzie sie samochod, tak jak u mnie, inaczej nie ma sensu z nimi postepowac (nawet przy wymianie z reki do reki mozna oberwac i nie zobaczyc auta ani pieniedzy)
2. Jesli juz trzeba skorzystac z pomocy naszych strozow prawa, nagrywac wszystkie rozmowy z komisariatem i policjantami (zainwestowac w dyktafon lub rozmawiac przez modem i nagrywac to na komputer, ja sobie teraz opracowalem jak to zrobic), bedzie podstawa do oskarzenia policji w sadzie, lub nawet po pierwszych wymiganiach sie postraszyc ich ze albo zrobia to jak trzeba, albo z tym co juz sie nagralo pojdzie sie do prasy, powinno zadzialac.

 

Na koniec jeszcze jedna krotka historyjka z pewnych zrodel. Podobna sytuacja, kradziez, telefon o okup, powiadomienie policji, umówienie sie na przekazanie pieniedzy w zamian za samochod. Policja obstawia teren spotkania, tylko ze nie maja swoich pieniedzy na okup, kobieta wyklada wlasne pieniadze (3 lub 4 tys. zl, niepamietam). Dochodzi do spotkania, dwuch zlodzieji, ona sama, gliniarze w poblizu, wrecza jednemu pienadze i ten zaczyna z nimi uciekac, policjanci wybiegaja z ukrycia, ale nikomu nie udaje sie zlapac tego z pieniedzmi, lapia tego co byl przy aucie, pieniadze przepadaja. Final: tego co zlapali na drugi dzien wypuszczaja, bo do niczego sie nie przyznaje, tylko stal przy samochodzie i nie mial z tym niby nic wspolnego, tego drugiego nie znal, nic nie moga mu udowodnic, ten z pieniedzmi przepadl i nie da sie go zidentyfikowac, wiec forsa stracona. Kobieta zaskarzyla policje (tylko nie wiem czy do sadu czy do komedy wojewodzkiej) o nieudolnosc w dzialaniu, nie przygotowanie sie do akcji, ociezalosc policjantow (czy cos takiego) i zwrot pieniedzy. Pieniadze jej oddali, przez jakis czas wrzalo w odpowiedzialnych wydzialach, po tem ucichlo, lecz nie slyszalem o jakis posunieciach karnych lub kadrowych).
To by bylo na tyle. Pozdrawiam i jeszcze raz zycze byscie nigdy nie mieli z takimi sytuacjami do czynienia, choc widzac co sie wokol dzieje watpie ze nigdy na nikogo to nietrafi, a jesli juz to bierzcie pod uwage moje dwie rady. Mam tylko nadzieje ze ja swoje przeszedlem i statystycznie na dlugi czas mnie to ominie. Mariusz”


5051 ransom Kradzież auta dla okupu   a sprawność policji

Film „Ransom” Rona Howarda, to nie jest odosobniona wizja twórcy filmu ale zobrazowanie wątpliwości społecznych

 

Oto mój komentarz o ile czytelniku dotarłeś w swojej cierpliwości do tego miejsca.

 

Nie przypadkiem tekst zilustrowałem kadrem z Filmu ‚Ransom’ Rona Howarda, który filmowym językiem zaprezentował pewien żywy pogląd na temat sprowokowanej reakcji społecznej wobec bezsilności i bezinteresowności policji.

 

Na całym świecie poszkodowani solidaryzują się wokół nierozwiązanych spraw i próbują brać je we własne ręce przy udziale poparcia społeczeństwa. Pojawiają się nawet pomysły na wszelkiego rodzaju fundacje, których środki mają być inwestowane w zatrudniania specjalistów. Jednak dla podtrzymania monopolu państwa (eliminacji prywatnych armii) takie reakcje traktuje się za nielegalne i niebezpieczne – Warto zastanowić się nad tym dla kogo są niebezpieczne?

 

Policja nie może działać sprawnie bez publicznego poparcia, bez udziału społeczeństwa w procesie regulowania porządku. Tymczasem obie grupy są silnie zantagonizowane a niechęć do policji i policji do społeczeństwa jest wyraźnie dostrzegalna.

 

Czy winni są policjanci? Wiele osób wybiera zawód policjanta by w dominujący sposób budować szacunek do własnej osoby. Ale jest wiele przypadków ideowego powołania lecz dla tych osób ta praca szybko staje się bolesnym doświadczeniem i nie tylko ze strony presji kolegów z pierwszej, liczniejszej grupy.

 

Więc co jest problemem? Przede wszystkim policja to systemowy element ochrony prawa. Prawo tworzą prawnicy i politycy głównie dla zabezpieczania interesów Państwa czyli własnej administracji. Czynnik jednostkowo społeczny w istocie leży gdzieś dalej na liście priorytetów, a więc zielone światło jest dla służb inwigilacji podatkowej, a kryminalni i obyczajowi stoją na żółtym. Ochrona społeczeństwa nie jest opłacalna dla administracji państwowej – nie przynosi zysku sądowniczej rasie panów (bezpłatnie nikt nie obroni swoich praw). Ktoś kto logicznie myśli szybko dojdzie do wniosku, że pomimo wysokich podatków policja służy im a nie nam.

 

To dlatego w szeregach policji panuje uległość biurokracji i brak motywacji do podnoszenia efektywności (bo komu ten wysiłek ma służyć?). To dlatego społeczeństwo nie chce państwa policyjnego (pełna kontrola), które w każdej chwili (w zależności od rządzącej frakcji) może odwrócić się przeciwko niemu. To dlatego w wielu przypadkach rozwiązania zagrożeń pomija się policję traktując ją jako dodatkowy problem dla poszkodowanego (zgłaszając poważniejszy zdarzenie na policję, pierwszym podejrzanym jest zgłaszający – sprawdza się czy nie figuruje w bazie podejrzanych, sprawdza się jego przeszłość i wiarygodność. Rzeczywiste zagrożenie jest drugoplanowe czasami zupełnie ignorowane i jest to działanie proceduralne – zapewne czemuś ma służyć). (Brux) / 2014.07.03

2014.07.3 | 1954 ID


                





  • A A A